| Dzisiaj jest: Poniedziałek |
| 21 Maja 2012 |
| Imieniny obchodzą Donat, Donata, Jan, Kryspin, Przecława, Pudens, Tymoteusz, Walenty, Wiktor, Wiktoriusz |
| Do końca roku zostało 225 dni. Zodiak: Bliźnięta |
30 kwietnia 2011: Do Czempinia pociągiem - z powrotem do Leszna na rowerach
W trakcie naszych poprzednich wyjazdów wielokrotnie rozmawialiśmy z Darkiem o
tym, że ścieżki i leśne drogi w bezpośredniej okolicy Gronowa mamy już prawie
opanowane na pamięć i trudno jest znaleźć jakiś ciekawe miejsce do obejrzenia.
Dlatego tym razem postanowiliśmy spróbować czegoś nowego: pojechać gdzieś pociągiem i wrócić stamtąd... na rowerach. Jak na pierwszy tego
rodzaju wypad nie chcieliśmy za bardzo szaleć (wiecie: wiek, stare kości, itp.), dlatego nasz wybór padł na
Czempiń. W drodze powrotnej planowaliśmy zobaczyć Stadninę Koni w Racocie, ruiny kościoła pw. Świętego Marcina w Gryżynie i Jezioro Wonieść.
Pociąg do Czempinia mieliśmy w sobotę rano o 8 z minutami. Umówiliśmy się więc na 7.15 -
żeby spokojnie dojechać na stację, kupić bilety (szok: weekendowy bilet na rower
z Leszna do Czempinia kosztuje... 1 zł.!) i załadować się do pociągu
(przystosowanego do przewozu rowerów - to ważne dla kogoś, kto, jak my
rzadko jeździ naszą koleją, a szuka połączenia w internecie).
Drogę do Czempinia spędziliśmy w towarzystwie młodego kolarza, który jechał na
wyścig do Warszawy - Przy okazji pozdrawiamy Pana bardzo serdecznie ;)
Po godzinie jazdy pociągiem wysiedliśmy na stacji w Czempiniu. Właściwie to określenie
stacja
jest teraz chyba już mocno na wyrost. Kupić biletu na niej już nie
można, pociągi tylko się tu zatrzymują, więc jaka to teraz stacja? :( Całe
szczęście, że byliśmy ciepło ubrani, bo ranek tego dnia był wyjątkowo chłodny.
Owszem, świeciło Słońce, ale powietrze po mroźnej nocy było jeszcze bardzo
chłodne.
Po opanowaniu orientacji na wydrukowanej przez Darka mapie ruszyliśmy
Węgierską trasą rowerową
w kierunku Słonina. Tam, w miejscowym sklepie
kupiliśmy wodę i dalej, przez las, dojechaliśmy do Starego Lubosza, gdzie wreszcie udało nam
się nabyć jakiś prowiant na dalszą drogę. Kto zgadnie co kupiliśmy? Tak! Zgadza
się - kiełbaskę, pieczywo i musztardę ;) Zastanawialiśmy się jeszcze nad
zakupem piwa kowbojskiego
, ale znając naszą słabość do tego trunku baliśmy się, że
nie uda nam się dowieźć go w całości do degustacji w domu, a rowerzysta NIGDY
nie pije alkoholu w trasie!
Do Racotu dojechaliśmy fajną ścieżką rowerową. Fajną, bo wzdłuż niej
porozstawiane są tabliczki informacyjne o tym, jaka roślinność jest w danym
miejscu. Bardzo mi się takie rozwiązanie podobało.
W Racocie, w Parku obok budynków tamtejszej Stadniny Koni, zrobiliśmy sobie
wspólne zdjęcie ;) Dopiero pierwsze, bo wreszcie w tym roku zaczęliśmy zabierać
ze sobą na wyjazdy statyw :)
W Gryżynie zatrzymaliśmy się na chwilę obok kościoła pw. Św. Barbary. Tuż
obok niego, z tablicy informacyjnej dowiedzieliśmy się, że obok wybudowana
jest zabytkowa lodownia.
Spojrzeliśmy w lewo i rzeczywiście tak było!
Obok nas, na niewielkiej górce, stał sobie niepozorny, okrągły budynek pokryty
strzechą. Fajny, ale nie mieliśmy z Różą zbyt wiele czasu na to, by mu się
baczniej przyjrzeć, ponieważ Darek już był daleko w przodzie - z pewnością
śpieszyło mu się, by zobaczyć ruiny zabytkowego kościoła pw. Św. Marcina. No,
nie ukrywam, że i ja, wiedząc, że coś takiego jest przed nami, też chciałem to miejsce
jak najszybciej zobaczyć ;)
Te ruiny, ukryte w niewielkim lasku, od razu wzbudzają zainteresowanie. Widać, że ktoś dba tam o porządek, bo jest tam
czyściutko. Co więcej - wewnątrz ruin widać krzyż - czyli czasami muszą się tam
odbywać msze.
Zająłem się filmowaniem resztek kościoła moją super kamerą
i dlatego nie
zauważyłem wtedy tego pięknego medalionu ukrytego w otworze ściany. Na szczęście
Darek był na posterunku i zrobił zdjęcie.
Szkoda (a może nie - ze względu na wszędobylskich wandali), że dość trudno
dotrzeć tutaj. To przecież spora atrakcja turystyczna
tego Regionu.
Stamtąd niedaleko już było do Jeziora Wonieskiego, gdzie planowaliśmy
wrzucić coś na ruszt
. Z jeziora tego, przez dość sporej wielkości zaporę,
nadmiar wody z jeziora wypływa sobie kanałem gdzieś w Polskę.
Byłem tam pierwszy raz w życiu. I pierwszy raz słyszałem
tak głośne rechotanie żab. Były ich tam chyba miliardy! Podszedłem do krawędzi
wody, żeby nagrać ten dźwięk - zrobiło się wtedy cicho. Na moment tylko. Bo za
chwilę zostałem ponownie zaatakowany hałasem rechotu żab. Coraz większym i
większym - można powiedzieć, że fizycznie czułem narastający ucisk w uszach. Ale to był
taki przyjemny ucisk - można powiedzieć: ekologiczny ;)
Kiedy ja zajmowałem się nagrywaniem żab, Darek, tuż obok w lesie, natknął się na
pasiekę. W połowie pustą, bo na kilka uli tylko w dwóch były pszczoły. Reszta
była pusta. To był smutny widok. Jestem uczulony na jad pszczół i właściwie to
powinienem czuć się bezpiecznie z powodu braku zagrożenia, ale tak nie
było... :(
Na plaży w Nowym Dębcu zjedliśmy nasz obiad
i... dalej w drogę! Było już po
południu, a po porannym zimnie już od dawna nie było ani śladu. Co więcej -
zrobiło się bardzo ciepło i woda, którą mieliśmy ze sobą, zaczęła nam się
kończyć. Postanowiliśmy kierować się powoli w stronę domu. Oczywiście nie
bezpośrednio, tylko przez Drzeczkowo, gdzie obejrzeliśmy pięknie wyremontowany
pałac. Szczerze mówiąc - jak dla mnie, jest on taki trochę zbyt... sterylny,
ale to jest oczywiście tylko moje zdanie. ;)
Dalej, obok Wolkowa jechaliśmy już w stronę Wyciążkowa. Nagle naszą uwagę
przykuła łąką porośnięta niesamowitą ilością kwitnących wtedy mleczy i tylko z
JEDNĄ latającą tam pszczołą :(
Nie omieszkaliśmy zatrzymać się i porobić tam kilka zdjęć. I nakręcić kilka
klatek filmu, który powinien znaleźć się gdzieś na dole tej strony...
Wyjazd do Czempinia pociągiem i powrót na rowerach: 55 kilometrów
kliknij na zdjęciu po wczytaniu wszystkich miniatur
Zapis filmowy naszego wyjazdu
To już chyba taka tradycja, że oprócz opisu i zdjęć obejrzeć możecie filmowy zapis naszych wyczynów
;)
Jeżeli film nie otwiera się w oknie powyżej - jest on też dostępny tutaj
| « Poprzednia strona 3 kwietnia 2011: Niedzielna wycieczka - Osieczna, Wolkowo i okolice |
Następna strona » 20 marca 2011: Wyjazd nad Jeziora Świerczyńskie, Wojnowickie, Witosławskie i Drzeczkowskie |
|---|
![W pociągu do Czempinia [foto: D.Dec] W pociągu do Czempinia](/galeria/2011/galeria04/01-przemek-w-pociagu-do-czempinia.jpg)

















![Przemek przy zaporze [foto: D.Dec] Przemek przy zaporze [foto: D.Dec]](/galeria/2011/galeria04/20-przemek-przy-jeziorze-wonieskim.jpg)
![Przemek przy zaporze [foto: D.Dec] Przemek przy zaporze [foto: D.Dec]](/galeria/2011/galeria04/21-przemek-przy-jeziorze-wonieskim.jpg)



Wpisy zawierające słowa wulgarne, obraźliwe dla innych komentujących, itp. będą usuwane.